środa, 28 kwietnia 2010

Mistrz kryminału zaprasza: Echa katastrofy lotniczej w Smoleńsku

Jeszcze nie ugaszono ostatnich pogorzelisk, powstałych na skutek tragicznego wypadku Tu-154, w którym zginęło wiele znamienitych osobistości, a już pojawiły się pierwsze spekulacji na ten temat.
Pozwalam sobie na tę refleksję, bo wydaję mi się, że emocje opadły, a na świat przyszło zbyt wiele chorych pomysłów i podejrzeń dotyczących tej katastrofy.
Dokonałem w myślach podsumowania wydarzeń mijających dwóch tygodni, oraz kilku dni poprzedzających tę katastrofę. Tego co się dookoła katastrofy wydarzyło, powiedziało i usłyszało. Wybaczcie proszę niefrasobliwość jeśli chodzi o chronologię i konkretne fakty, lecz płaczu, lamentu, oskarżeń i wyssanych z palca informacji jest po prostu za dużo. A było to tak.
Po wizycie w Katyniu, Donald Tusk wraz z Władimirem Putinem ustalają, że trzeba zlikwidować Prezydenta RP, Lecha Kaczyńskiego. Najbliższą okazją staję się sobotnia wizyta prezydenta RP w Katyniu wraz z zaproszonymi na pokład osobistościami.
Na lotnisku rozpoczynają się prace mające ułatwić zadanie. Demontowanie oświetlenia, podniesienie linii wysokiego napięcia, rozstawienie maszyn do wytwarzania sztucznej mgły itp.
Lech Kaczyński, podejrzewając spisek przekazuje Pani poseł KLUZIK-ROSTKOWSKIEJ informacje o tym, że On (Lech Kaczyński) chce aby jego brat Jarosław, był prezydentem. O tym szokującym fakcie dowiadujemy się kilka dni po katastrofie (tak debilnej wypowiedzi w kontekście katastrofy w Smoleńsku jeszcze nie było. Możliwe że za jakiś czas usłyszymy dalszy ciąg wycierania gęby imieniem śp. Prezydenta)
Idąc tropem podejrzeń, Lech Kaczyński przekazuje w tajemnicy i odosobnieniu ważne instrukcje dotyczące spraw wagi państwowej (dowiadujemy się że testamentem woli prezydenta jest skierowanie ustawy o IPN do TK!).
Dzień katastrofy.
Oficjalne źródła donoszą, że przyczyną wypadku była nisko osiadła mgła i błąd pilota. (Dzisiaj już wiemy. "Eksperci" i "Specjaliści" twierdzą że niemożliwe jest, aby samolot który leci "zaledwie" 280km/h i waży 80 ton, rozpadł się na takie kawałki waląc swoja niezwykle wytrzymałą konstrukcję, wywinąwszy wcześniej fiflaka do góry nogami i kosząc ze 2 hektary lasu, nie spadł z wysokości 20 metrów lecz znacznie wyższej!! Rosjanie usunęli już szczątki swojej rakiety typu ziemia-powietrze, więc ten pomysł zostaje domysłem.) Podają na ten przykład wiele "podobnych" zdarzeń w których TU-154 wyszedł bez szwanku. To samo (mówią ci sami "eksperci") tyczy się techniki szkolenia polskich pilotów i obarczają winą ministra Klicha.
Na nagraniach dostarczonych przez osoby prywatne, będące na miejscu tuż po katastrofie wyraźnie słychać wystrzały. Typowe dla rosyjskiej broni. Najprawdopodobniej, grupa wysłanych przez Kreml agentów, dobijała rannych którzy przeżyli katastrofę!!! Nie wspomnę o trójce rannych która ocalała z wypadku i zaginęła bez śladu...
Najprawdopodobniej do identyfikacji broni użyto tej samej techniki w jakiej szkolony był śp. Lech Kaczyński, rozpoznając strzały z rosyjskiej broni maszynowej, będąc w Gruzji.
Po stronie rosyjskiej zaczyna się wyścig z czasem. przede wszystkim nie dopuścić Polskich, zawsze obiektywnych dziennikarzy na miejsce tragedii. Pierwszy jest Piotr Pokraśko z TVP. Ale niestety jego fałszywy uśmiech i debilny wyraz twarzy mu nie pomogły. Prawda nie może zobaczyć światła dziennego. Na szczęście dziennikarze Superekspresu robią kilka zdjęć zwłok Prezydenta, po czym je publikują. Niech świat się dowie!!
Rosjanie naprawiają na prędce zepsute wcześniej urządzenia, "niech nikt się o tym nie dowie" - mówi Putin po wyłączeniu kamer!! Rosyjska prokuratura już ma gotową bajeczkę na temat przyczyn katastrofy.
W Warszawie ABW i CBŚ, przeszukują mieszkania posłów opozycji, którzy zginęli w katastrofie. To jedyna okazja aby rządy PO, znalazły haki na już i tak zmarłych posłów i nadal silne PIS. Ginie laptop. Kilka dni później, córka Wassermana (cóż za polskie nazwisko) zeznaje w TVP, że prokuratura rosyjska zadawała bardzo dziwne pytania dotyczące jej życia prywatnego oraz zmarłego ojca.
Przed pałacem prezydenckim gromadzą się tłumy, ludzie śpiewają pieśni kościelne i hymn narodowy. Na Krakowskim Przedmieściu szybko rosną prowizoryczne kramiki naciągające pogrążony w żałobie naród na znicze i zwiędłe kwiaty (przed wojną byli by to żydzi, więc teraz to chyba katole?) Cała polska kocha Lecha i jego zonę Marię. Okazuję się, że tak nielubiany w innych mediach z wyjątkiem TVP i TV Trwam, Lech był ulubieńcem wszystkich stacji, a jego małżonka połączenie damy i zwykłej Polskiej żony, zachwycała wszystkich reporterów.
Z wizytą w Smoleńsku ląduje Donald Tusk. Spotyka się z Putinem. Na miejscu katastrofy składa kwiaty. Klęka, ma problemy ze wstaniem. Dla wielu, nie jest oczywiste, że to ze zmęczenia i żalu. Wszyscy pamiętają Kwaśniewskiego w tym samym miejscu....
Następnego dnia, mamy wrażenie że poprzednie wybory prezydenckie były sfałszowane, że Kaczyńskich kochali wszyscy. W mediach ciężko odnaleźć kogoś, kto chciałby oddać hołd wszystkim poległym. Nie, oni przyszli do prezydenta i jego rodziny. Niestety w tym szoku, bólu i rozpaczy ciężko zaprotestować, każdy obawia się publicznego linczu.
Przywitanie prezydenta zamieniło się w wielką manifestacje poparcia dla prezydenta (red. PIS). Osobiście byłem na tym przywitaniu i czuję się oszukany. Przyszedłem oddać hołd głowie państwa, nie Lechowi Kaczyńskiemu!! Aż się wierzyć nie chce, że człowiek który tak wyjątkowo mało zrobił dla dobra Polski, dziś podawany jest za przykład prawdziwego Polaka, bohatera, głowy narodu Polskiego.
Następnego dnia przylatuję ciało pierwszej damy. Dowiadujemy się również, że Para prezydencka zostanie pochowana na Wawelu. Wszystkich zamurowało. Dlaczego, jak to, po co? Takie pytania padały w każdym Polskim domu (odpowiedź była szybka, może i nic nie zrobił!!! ale chciał, żeby Polska była wielka i bogata, niezależna od europejskiego bełkotu. Można by powiedzieć, że to prawie jak Marszałek Piłsudski z ta różnica, że on tego dokonał a nie tylko chciał). Z uszanowania żałoby i zadumy, obeszło się to bez większych komentarzy, z wyjątkiem garstki spacyfikowanych szybko Krakowian, oraz listu Andrzeja Wajdy. Osobiście uważam to, że było to kolejną katastrofą, po tej w Smoleńsku, lecz jak powiedział jeden z mądrzejszych polityków "historia nie my, to oceni." Najciekawsze jest to że do decyzji w tej sprawie wstydzi się przyznać ktokolwiek. Rodzina mówi że to kler, kler twierdzi że była to wola rodziny.
Minęła żałoba, skończyły się pogrzeby. Na niektórych dowiedzieliśmy się że np. Pan Putra , zginął śmiercią męczeńską (najprawdopodobniej miał chorobę lokomocyjną i się strasznie męczył, ale to tylko pogłoski), a prezes IPN Janusz Kurtyka już nie jest narzędziem pisu w rozgrywkach międzypartyjnych, a wymagającą słowa przepraszam ofiarą nagonki mediów i polityków innych frakcji.
Po żałobie okazało się ze pełniący obowiązki Prezydenta RP, Bronisław Komorowski był podczas żałoby zbyt twardy i szorstki w obyciu. Nie rozryczał się ani razu, ani nie usmarkał, to skandal!! Wydarzenie tej rangi, a on twardy jak skała. Palec sobie daję obciąć, że gdyby okazał żal, słabość, poproszono by go o rezygnacje, bo jest za miękki jak na Prezydenta RP.
Coraz głośniej zaczyna opluwać się tak wcześniej wychwalaną Rosję. Nasi dzielni wojownicy o prawdę i wolność z PIS, zarzucają przy pomocy swoich dziennikarzy oraz kadry oficerskiej niskiego szczebla, niekompetencje polskiej prokuratury, nie dość twarde stanowiska wobec tych spraw, niekompetencje na szczeblu szkolenia pilotów (czy oni liczą na to że wybory wygra PIS?). Oskarżenia rzucane są na wszystkich, którzy mieli jakikolwiek związek z tragedią. Od ministrów, po funkcjonariuszy BOR kontrolujący miejsce uroczystości w lesie katyńskim. Wiele się rzeczy wydażyło i wiele się w tej sprawie wydaży. Niestety nie sposób je wszystkie opisać.
Niestety rusza wcześniejsza kampania prezydencka, a katastrofa stała się czynnikiem zwiększającym pole rażenia śliny, plującego Pis-u.
Z katastrofy ocalał tylko symboliczny wieniec, oraz tabliczka z godłem. Nie ocalała tak ceniona na świecie Polska jedność, miłość i braterstwo. Ale chyba tak to już bywa, w tak podzielonym narodzie, jakim jest Polska.

niedziela, 11 kwietnia 2010

Wielki smutek

Ostatnimi czasy myślałem, że nie wydarzy się nic takiego co zmusi mnie, do przezwyciężenia pustki umysłowej.
Niestety, spadła na Polskę wielka tragedia. Polska straciła Prezydenta i elitę wojskowości, parlamentarzystów i ludzi którzy starali się pielęgnować pamięć strasznej historii Polski.
Nie będę rozwijać historii wypadku, morałów, tego czy na kogoś głosowałem a na kogoś nie, kim kto był i czy się z nimi zgadzałem.
Po prostu jest to dla mnie bardzo smutny czas. Tyle chciałem napisać.

poniedziałek, 29 marca 2010

O tym jak zima odeszła a wiosna nadeszła

Witam po dłuższej przerwie. Spowodowana była ona sytuacją mocno spadającą wartością euro i sytuacją w Grecji. To taki jeden z tych słabych żarcików co to się je pisze jak już głowa kompletnie nic nie podaje. Bo jak noga nie podaje to nie jedziesz, jak głowa to nie myślisz. Takie to są już odwieczne prawa natury. Może to nowy sposób na pisanie bloga? Lanie wody, tego co ślina na język przyniesie? Przyszła wiosna, sprzed oczu zniknął biały kolor, wszystko się jakoś takie fajniejsze zrobiło. Może moje wpisy to była zimowa frustracja, chęć dokopania zimie? Ale jej pokazałem kurwaa!! Plotka osiedlowa niesie że widują ją obsraną gdzieś w piwnicy, gdzie nie dociera światło słoneczne. Pewnie sobie pomyślicie że doklejam sobie łatkę "Tego co wygonił zimę"? Ja po prostu trochę jej tylko dokopałem. To tak jak by Amerykanie myśleli że wykopali Talibów z Afganistanu! Oni im tylko tak z boku dokopali, a oni mają się naprawdę nieźle. Ale euforia wiosenna trwała krótko. Nowa pora roku, nowe problemy, awarie samochodu, święto jajek i kurczaczków itp. Stawiam na to mojego sztrucla Dobloszczaka że to jakiś głębszy spisek, zbiegów okoliczności i przeznaczenia. Ja osobiście się w to mieszać nie będę. Aha, wiecie że Muniek z T.love przewidział cała naszą rzeczywistość już dawno temu? Posłuchajcie http://www.youtube.com/watch?v=N_wXQuAUMlE

wtorek, 23 marca 2010

Wiosenna nostalgia

Gdy stopniały ostatnie śniegi, a ciepły wiatr niesie ze sobą zapach wiosny, przegniłe psie gówna znowu ujrzały światło dzienne, dopada nas nostalgia. Zaczynamy częściej rozmyślać o tym co było, i co przed nami, mamy plany i postanowienia. Ponoć tak dzieję się w sylwestra, ale chyba wiosna ma większą siłę przebicia.
Niedawno wybrałem się na pierwszą wiosenną przejażdżkę rowerową w tym sezonie. Słońce, ciepłe, pachnące powietrze, dobrze podająca noga i bezszelestnie pracujący rower, wywoływały uśmiech na mojej twarzy.(płyta Mp3 "the best of t.love) Oczywiście miałem "filmowy" atak wspomnień, a właściwie rachunku sumienia. Eh myślę sobie, gdzie te czasy gdy ważyłem 78 kg. Maratony z połamaną sztycą, kończyłem w pierwszej pięćdziesiątce, w Mpku jechałem w czubie z Marasem na dystansach po 110km a w Szklarskiej Porębie wjeżdżałem z marszu na Wysoki Kamień, po 90 kilometrowej wycieczce? Od tamtych czasów minęło kilka lat, przeszło 30 kilogramów a na rowerze czuję się trochę jak inwalida. O moich Wiraszkach rowerowych, zostało wspomnienie. Oczywiście jak wszystko ma swoje dobre i złe strony. U mnie są to w dużej części, te lepsze z nich, Mam ukochaną żonę, która mnie wspiera i poukładane życie, dziecko i psa (te są na razie w planach) 3 rowery, a w tym roku, wyjątkową ochotę wrócić na szlaki rowerowe. Mam nadzieje chłopaki, że mi pomożecie? :) Maniek wyliże rany, Krzysiek rzuci motor, Maras da nam fory na trasie, a Piotra nie dopadnie morderczy katar w Lipcu, Stasiek zoperuje i wyleczy kolano(Igorowi nic nie dolega więc go nie wymieniam). Ciężko pracuję na ten sezon i mam nadzieję że uda nam się wznowić, nasze niedzielne wypady większą ekipą do Kampinosu i Mpku. Pozdrawiam wszystkich, nie tylko wymienionych i do obaczenia na szlaku lub "pod rurą" ;)

środa, 17 marca 2010

Kolejny wielki sukces Polskiego "sportu"!!

Jak wiadomo od lat, polski sport jakością i wynikami, znacznie odbiega od standardów w innych krajach. Ostatnie zimowe igrzyska olimpijskie udowodniły że nasze sporty zimowe, powoli ale systematycznie poprawiają swoją kondycję. Jednakże wydarzenia ostatnich dni, pokazują że nie tylko wyniki sportowców są lepsze. Okazuję się że w Polsce zaczynamy stosować najlepsze sterydy na świecie!!Co za sukces!! W końcu nasi sportowcy dorównają tym z zachodu. Radość nasza, jest jednak trochę przed wczesna. Niestety na szprycować się to żadna sztuka, potrzebne są tylko środki finansowe i chęci. Parę lat musi minąć zanim nasi spece od koksów, nauczą się "oczyszczać" organizmy sportowców. Ale cieszy sam fakt, że zawodnicy nie muszą już się szprycować w domowym zaciszu, tylko wspomagani są fachową wiedzą medyczną, niestety sponsorowaną przez nas.
Jakiego to trzeba mieć pecha, żeby dać się złapać jako jedyna osoba z całej tej koksującej olimpijskiej gromadki? W dodatku walcząc o 11 pozycje w biegu narciarskim? No rozumiem o złoto, srebro... Przynajmniej parę złoty by sobie dziewczyna zarobiła. Teraz za frajer, została zdyskwalifikowana, zawstydzona, napiętnowana w środowisku i wśród znajomych. Oczywiście teraz będzie twierdzić że nic nie wiedziała, że coś jej wstrzykiwali, ale co, tego to już nie wie. Jak pytała trenera: "Trenerze dlaczego podczas treningu zaczęłam łamać gryfy od sztangi i się jakaś taka nerwowa zrobiłam?", to on jej mówił, że to te nowe witaminki. A ona, chciała wierzyć w tę bajeczkę bo jej się ta super moc podobała. A nóż widelec, może coś wygra w Vancouver? Niestety, są w środowisku sportowym ludzie którzy myślą że sterydy to jest przyszłość sportu zawodowego. Mam nadzieję że tylko na myśleniu się skończy, bo sport przestanie istnieć w czystej formie, a zastąpią go już kompletnie, tabele finansowe.

poniedziałek, 15 marca 2010

Polak potrafi

Znany temat. Na trasie na Gdańsk, tyle że w kierunku Warszawy ;), miały miejsce 2 karambole. 44 samochody się rozwaliły tłukąc jeden w drugi jak to już w karambolu bywa. Oczywiście na miejscu byli Comandoreporterzy i wysłuchali od kierowców: Panie, było tak ślisko że się jechać nie dało!!!
To ja się pytam, jak się zderzyło przeszło 40 samochodów jak się jechać nie dało?

Uroczy zakątek - pomyłka czy oszustwo?

Co to znaczy "uroczy zakątek"? Uroczy, no wydawało by się dosyć proste, ładny, chwytający za serce, słodki, piękny, kolorowy, klimatyczny. Urok można by opisywać tysiącem słów i zwrotów. A "zakątek"? Słowo to kojarzy mi się z jakimś odosobnionym, intymnym dla człowieka miejscem, bezpieczeństwem, otuliną, ciszą. "Uroczy Zakątek", tak nazwano osiedle przy zbiegu ulic Modlińskiej i Obrazkowej, na Warszawskiej Białołęce. Czy to celowe działanie, czy być może jeden z pracowników firmy developerskiej, pomylił osiedla i błędnie nazwał jedno z nich. Teraz mieszkańcy cichego osiedla na Ursynowie, mieszczącego się w otulinie Lasu Kabackiego, zastanawiają się dlaczego ich osiedle nazywa się "Betonowe Pustkowie"? Osiedle wygląda tak, że już po pół litra wypitej z gwinta wódeczki można wyjść na balkon i krzyczeć "Boże jaki tu jest kurwa uroczy zakątek!!" Ale czemu tak by miało nie być? Z jednej strony osiedle przebiega urocza ulica Modlińska. Jej wielkim atutem jest to że ruch i tranzyt odbywa się tam całą dobę, wiec jest się dużo łatwiej przyzwyczaić do hałasu. Minimalizuje to ryzyko gwałtownych wybudzeń ze snu po przejechaniu na przykład motoru tzw. szlifierki. Nie mogę pominąć również efektów edukacyjnych. Dzieci mieszkańców będą znały wszystkie modele samochodów, a w telewizjach porannych pojawiać się będą filmy od mieszkańców z efektownie wyglądających kolizji na światłach. Mieszkańcy już zacierają ręce, gdyż kupując mieszkanie, pewnie nie wiedzieli że obok ich domu przebiegać będzie wjazd na most północny który dalej przechodzić będzie w trasę S8. Rodzina z Białegostoku już nie będzie musiała stać godzinami w korkach, a ceny mieszkań poszybuje w górę jak rakieta. Szczęśliwi są ci co po cwaniaku kupili mieszkania od strony trasy. Po zamontowaniu zielonych ekranów dźwiękoszczelnych będą się czuć jak w dzikim buszu. Trochę gorzej z powietrzem, ale nikt luksusów nie obiecywał. Z każdej strony osiedla czeka mieszkańców coś miłego. Niema nic piękniejszego niż widok na piękną zabudowę jednorodzinną Warszawskiego Piekiełka. Budynki najwyższych lotów no i właściwie serwis samochodowy na serwisie. To oczywiście dobra wiadomość dla zmotoryzowanych "warszawiaków", jak i ta, że na ulicy Modlińskiej są właściwie same salony samochodowe, więc jest gdzie przejść się z synem na spacer. Nie bagatelną rolę w nadaniu osiedlu nazwy uroczy zakątek jest bliskość Stacji benzynowej, KFC, oraz zakładów Polfa. Wszystkie dokładnie naprzeciwko osiedla. Każdy z mieszkańców, osobiście będzie wiedział kiedy nasze Polskie apteki, zaleje fala świeżo wyprodukowanej Penicyliny oraz smażonych kurczaczków dla naszych podróżnych w KFC. Największymi jednak szczęśliwcami są ci z oknami na Tarchomin. W tle blokowisko, w przyszłości piękny most z monumentalnymi pylonami rzucającymi cień na maleńkie przy nich osiedle i no właśnie..po zakupie dobrej lunety można popatrzeć na kołyszące się drzewa nad Wisłą. Czy to nie urocze? Tak więc za jedyne 6500 zł. za metr kwadratowy, możemy stać się wraz z bankiem właścicielami pięknego mieszkania, w tej pięknej okolicy. Mógłbym napisać że polecam, ale jak na ten wpis żartów już dosyć.

Prosto od Tomasza Zimocha

Postanowiłem skomentować wczorajsze załamanie pogody słowami podobnymi do naszego komentatora Tomasza Zimocha. Można czytać bez znaków interpunkcyjnych.
Proszę państwa co za scena, szalone płatki w pogańskim tańcu, co za wyścig, co za mordercza rywalizacja, który płatek pierwszy dotknie ziemi? Ten, ten czy tamten? Ściana śniegu niczym suknia tancerki, pląsa na arenie nieba. Nieprawdopodobne figury, proszę państwa, co za warstwa już mamy 10 centymetrów, ale to nie wszystko, ile jeszcze, ile się pytam jeszcze tych płatków zstąpi z tego nieba, czy znowu będzie paraliż, czy znowu nasi drogowcy niczym niewidome dziecięta będą macać pługami niczym dłońmi śnieg, nie powodując żadnego polepszenia się sytuacji. Po raz kolejny oglądać będziemy balet samochodów na drogach, mrugające światła jak na dyskotece w latach 80-tych. W szaleńczym tańcu, w ostatecznym pląsie na śniegu różnokolorowe auta, a właściwie ich kierowcy walczą o życie. Co za wyrazy twarzy, co za napięcie, chwila spokoju, odprężenia i znów, znów się zaczęło z potrójną siła. Jak armagedon, jak zima stulecia, niektórzy nie pamiętają 77 rok, zima stulecia, tu jest tak samo, tu jest tak samo śnieżnie....
Tak się zima kończy, mam nadzieje że już ostatecznie. Chyba wszyscy mamy jej już powyżej dziurek w nosie.

czwartek, 11 marca 2010

Historia - czyli jak to kiedyś było w Warszawie

Warszawa całkiem niedawno było przyjemnym miastem do życia. Ludzie jakby bardziej swoi, akcent bardziej nasz. Budy z chińczykiem za 7 zł, co 30 metrów, no i parkowanie za darmo. Najbardziej rzucającą się jednak w oczy zmianą, jest ilość samochodów na ulicy. Momentami korki osiągają absurdalne rozmiary, podważają całkowicie już sens używania samochodu. Pamiętam jak 10 lat temu, zespół 3cha śpiewał poniekąd zajebistą piosenkę "Jedźmy gdzieś". Pozwolę sobie zacytować refren tej piosenki:
Jadę, jadę fura wiezie brygadę
Razem ruszamy na eskapadę
Cel jest żaden rajd ma jedną zasadę
Byle, byle do przodu i nie rozbić samochodu
Wyjść z tego cało żeby nic się nie stało
Masz jakiś buch jeden joint to za mało
Jedziemy do M On zawsze mi pomoże ja wiem
Solidny pięciopak bez ściem
I tak dzień za dniem mach za machem
Bez kitu zrzutka na wachę
Jeżdżę ze Stachem no wiesz człowieku Dj Ostaś
W tym kawałku to bardzo ważna postać
Czas płynie zmienia się również perspektywa z jakiej patrzymy na takie teksty. Chciałbym od siebie zaproponować współczesną wersję tej piosenki:
Stoję, stoję i o furę się boję
Brygada wkurwiona na tyle zgnieciona
Stoję, stoję korki gnoję
Bez żadnego już celu, tylko usiąść w fotelu
Pościgi, ucieczki to już nie te czasy
Na jointa, też już trochę szkoda kasy
Teraz czas już szybciej przemyka
Ja uważam już tylko, by nie przegrzać silnika
Więc Byle, byle do przodu
Ale raczej nie unikniesz tego smrodu
Stoję w korku, jedziemy do M, mam do niego dwa kaemy
Będziemy u niego za godzinę, bez ściemy....
Tak więc czasy jak i piosenki powinny się zmieniać i tak niech się dzieje. Warszawa dalej będzie zakorkowana a my z nostalgią nucić będziemy teksty o lepszych czasach.

środa, 10 marca 2010

Słodkie życie, gorzka starość

Alleluja, Alleluja...śpiewały cienkie głosiki w chórze prowadzonym przez Grzegorza R.
Brat prezydenta Watykanu, nic przecież nie wiedział, że chłopcy z chóru przeżywali katusze, byli wykorzystywani seksualnie, a banda jego ziomków po fachu, zdegenerowanych zboczeńców znęcała się psychicznie i fizycznie nad podopiecznymi. Sam Grzesiu, tylko kilka razy wyjebał w mazak, dziecku bo mu się wydawało, że to zajebista metoda karania za błędy w śpiewie, które poniekąd wynikały ze złośliwości chłopców.
Ale ci chłopcy byli niegrzeczni...tacy złośliwi. Prześcigali się w złośliwościach, bo każdy chciał koniecznie dostać w mazak. Przed snem prześcigali się w ilości otrzymanych nazajutrz razów. Mały klaps w twarz. Ciekawe ilu chłopców miało połamane nosy lub szczęki?

Nie ma nic piękniejszego dla pokręconej psychiki chorego księdza, niż sekta ukryta pod przykrywką chórku katolickiego. Brat Grzesia już od dawna był na dobrym stanowisku, to mu wystarczyło. Nie chciał sie wychylać, tylko na spokojnie ciągnąc swój pedofilski biznes. Chyba wszyscy że ciepła posadka to skarb w każdej branży, nawet u takich nierobów jak księża. 
Chórek pewnie odwiedzali koledzy Grzesia, oklaskując gromko występy chłopców. Mieli wtedy możliwość wybrać swojego "ulubieńca" i zaprosić na kolacje ze śniadaniem.
Czy są na świecie jeszcze ludzie wierzący w to, że czarna mafia to ludzie którzy wierzą w boga, powiernicy wiary, powołani by służyć innym? Księża z powołania to promil w tym środowisku, czy może próżność tego zawodu psuje ich do granic możliwości?
Dlaczego nie słyszymy o księdzu, który oddał swój cały majątek na rzecz bezdomnych, biednych lub chorych.
Czarni żyją w dostatku, świętym spokoju, chronieni przez swojego szefa. Co będzie w przyszłości? Jeśli dowiadujemy się o sprawach z lat 50-70 tych, to co działo się w latach współczesnych? Czy to wierzchołek góry lodowej?
Można by odnieść wrażenie, że seminaria pełne są homoseksualistów, którzy poniekąd mają prawo być ksieżmi, ale czy idą tam po to by służyć, czy używać? Czy pedofil też ma takie prawa? Czy chętny do nauki w seminarium nie powiniem przechodzić specjalistycznych badań psychiatrycznych?
W takich okolicznościach wydaję się że tak, ale mają zbyt mocne plecy więc i tak nic z tego.