Tak, tak. Mamy 21 wiek, wszystko wydaje się być przewidywalne i racjonalne.
Niestety, granice zeszmacenia się człowieka, upadku własnych wartości moralnych i społecznych w naszym kraju nie ma granic. Jak mokra szmata pełna syfu z brudnej podłogi, nasz ukochany trancedancer Jarek, próbuje wyciskać ten brud na naród Polski.
Transwestyta bez tożsamości i płci stara się zagarnąć na potrzeby kampanii wszystkie moralne i ideowe zasady wszystkich w Polsce frakcji politycznych i ugrupowań. "Raz cipa, raz siusiak" mówią rozbawieni wyborcy Jarka.
Wczoraj stała się rzecz wielka, Jaro stał się PO - (sami wiecie kampania w toku) prostu zwykłym lewicowcem. Jak Leszek Miler, jak Oleksy, jak ten no..Kwaśniewski. Tak proszę państwa - mówi Jaro, jestem zwykłą komunistyczną świnią i się tego nie wstydzę. Ba, jest więcej niż komuchem, jest postkomuchem o prawicowych poglądach? Co więcej brzydzi się tego słowa, postkomunista. Sam nie wie jak w 2005 mógł opluwać tych ludzi. Oskarżać o zbrodnie komunizmu, porównywać do Stalinowskiej władzy. No jak? Tak mu kurwa kazali tańczyć. On jest niewinny. To naród nakazał mu być podejrzliwym, cynicznym człowiekiem. To Wyborcy, kazali mu niszczyć i opluwać innych niż Oni. Teraz Oni się tego wstydzą, a naród nie pamięta że go wybrał. Amnezja.
Amnezja to taka zajebista choroba co wszystko wybacza i wszystko może. Jak trzeba to jest, a jak nie to znika. Ostatnimi czasy niestety, ale choruje na nią jakieś 10 milionów naszych rodaków.
Rany, rany, Lechu się w grobie przewraca, ludzie oczom i uszom nie wierzą (to przez amnezje). Ale co oni mają zrobić? Tak trzeba żeby kochany Jaruś, prezydentem Polski został i uratował ten nieszczęsny, popadający w ręce żydów i masonów kraj!! Jeśli nie on to cała Polskę sprzedadzą. Teraz już tylko tego głośno nie mówią, bo znowu na nich będzie, że Mu kazali. Wiadomo że 80% wyborców Jarka nie wie o co mu chodzi, ale to jest zawsze ta druga strona medalu, ta bardziej Polska strona.
W tym się przynajmniej nie zmienił. Dalej jest twardy jak skała i bez mrugnięcia okiem idzie do celu po trupach. Jak prostytutka, puszcza się kantem w kościołach, na wiecach wyborczych, w telewizji. Trzeba? Trach na kolanka i już ciągnie lachę. Elegancja Francja. To się nazywa partner w polityce, trochę wazeliny i się zawsze dogadamy. Rodziny nie ma więc kto mu co wypomni? Dzieci się go wstydzić nie będą, bo ich nie ma. No chyba że w ramach "Nowej Fali" Jarek chajtnie się z jakimś transeksualistą i adoptują (no wiecie tak dla picu) na przykład dwójkę słodkich, małych pociech z domu dziecka. Przyjedzie sam proboszcz, pobłogosławi, potem to się jakoś ludziom przecież wyjaśni. Zawsze te kilka tysięcy głosów do przodu. A to nie są żarty. Tu chodzi o przyszłość Polski, a mały buziak z języczkiem ze swoim partnerem na wiecu, jeszcze nikogo nie zabił, a w TVN-nie to by nawet dobrze widziane było.
Tak więc dziwów i cudów moi drodzy nie ma umiaru. Ale stara legenda mówi że w Noc Świętojańska raz na tysiąc lat, dzieją się rzeczy niewiarygodne. Okazuje się że to nie legenda a prawda, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Już mamy wymówkę dla Jarka na przyszłe wybory parlamentarne, gdyby się okazało że ludzie będą pytać, albo będzie trzeba znowu być anty wszystkim. Kwiat paproci mu ktoś do herbaty wsadził i dlatego Jarek takie głupoty gadał. To też się jakoś da temu ciemnemu narodowi wyjaśnić. Ostatecznie, zawsze można stanąć na wiecu, przed telewizorem i krzyknąć Heil Kaczyński.
A tego tłumaczyć dwa razy nie trzeba będzie, a wyborca wszystko wybaczy.
Można by tak pisać i pisać, bo i temat rzeka, a czeka nas druga tura przed terminowych wyborów prezydenckich. Szczerze mówiąc Bronek, też średni kandydat, ale co robić? Z gównem w podeszwie przez 5 lat chodzić nie zamierzam.
Życie to nie je bajka, jak to się często mówi. Przeczytasz tutaj, o prawdziwym obliczu dzisiejszego świata, widziane Moimi oczyma .
wtorek, 22 czerwca 2010
poniedziałek, 31 maja 2010
Nowy, ale czy lepszy..?
Tego dnia kolor biało-czerwony dominował na Placu Teatralnym. Tłum gapiów, raczej starszego pokolenia z wyczekiwaniem wpatrywał się na skromna scenę. W rękach mieli flagi, zdjęcia, transparenty. Chyba na kogoś czekali. Z głośników sączyła się stonowana muzyka. W tłumie wrzało od emocji, gdyby taki był, testosteron lałby się rynsztokiem.
Nagle z głośników rozlała się głośna rytmiczna muzyka, pasująca bardziej do parady gejów i lesbijek niż do dzisiejszej uroczystości. Obraz na telebimie zaczął się kręcić i migotać. Tłum zdezorientowany zaczął się po sobie oglądać, flagi znieruchomiały, jak przed burzą.
Ruch na scenie, wyskoczyła podrygując rytmicznie jakaś niska postać ubrana w skórzaną czapkę z suwakiem na ustach, biustonosz, mini i rajstopy z podwiązkami!! To był jakiś facet!! Z podłogi wyjechała stalowa chromowana rurka. Postać przyssała się do niej, energicznymi ruchami niczym w klubie Gogo, zaczęła taniec na rurze.
Tłum znieruchomiał, rozmowy zamilkły, część osób zaczęła płakać.. Kto to!!?? Dlaczego?? Gdzie jest On!!?? Czerwona prowokacja!!! Tłum zaczął ponownie wrzeć.
Nagle wszystko ucichło. Ludzie stojący dalej, na wielkim ekranie mogli zobaczyć z niedowierzaniem zbliżenie na głowę postaci.
Wiadome było że coś się zaraz stanie, coś pierdolnie z niewyobrażalną mocą!!
Zamaskowana postać jednym dynamicznym ruchem zerwała czapkę!!
Tak to był on na którego czekali, nowy, odmieniony Jarosław Kaczyński!
Jak trudno uwierzyć w tę zmianę. Czy to możliwe? Ludzie klęknęli i się modlą, niech po wyborach wróci nasz stary Jarek, bo kto nas obroni!!?? Nie chcemy nowego Jarka, precz, precz...
Nagle z głośników rozlała się głośna rytmiczna muzyka, pasująca bardziej do parady gejów i lesbijek niż do dzisiejszej uroczystości. Obraz na telebimie zaczął się kręcić i migotać. Tłum zdezorientowany zaczął się po sobie oglądać, flagi znieruchomiały, jak przed burzą.
Ruch na scenie, wyskoczyła podrygując rytmicznie jakaś niska postać ubrana w skórzaną czapkę z suwakiem na ustach, biustonosz, mini i rajstopy z podwiązkami!! To był jakiś facet!! Z podłogi wyjechała stalowa chromowana rurka. Postać przyssała się do niej, energicznymi ruchami niczym w klubie Gogo, zaczęła taniec na rurze.
Tłum znieruchomiał, rozmowy zamilkły, część osób zaczęła płakać.. Kto to!!?? Dlaczego?? Gdzie jest On!!?? Czerwona prowokacja!!! Tłum zaczął ponownie wrzeć.
Nagle wszystko ucichło. Ludzie stojący dalej, na wielkim ekranie mogli zobaczyć z niedowierzaniem zbliżenie na głowę postaci.
Wiadome było że coś się zaraz stanie, coś pierdolnie z niewyobrażalną mocą!!
Zamaskowana postać jednym dynamicznym ruchem zerwała czapkę!!
Tak to był on na którego czekali, nowy, odmieniony Jarosław Kaczyński!
Jak trudno uwierzyć w tę zmianę. Czy to możliwe? Ludzie klęknęli i się modlą, niech po wyborach wróci nasz stary Jarek, bo kto nas obroni!!?? Nie chcemy nowego Jarka, precz, precz...
piątek, 21 maja 2010
Wielka (impreza) woda w Warszawie
Stało się. Do Warszawy dotarła wielka woda. Miałem okazje obserwować Wisłę i jej okolicę około godziny 23.30.
Panika, ludzie nerwowo pakują samochody i starają uciekać w inne tereny Warszawy. Straż pożarna i wojsko, ewakuują mieszkańców, stan najwyższej gotowości. W powietrzu czuje się niepokój...
NIE!! Na wałach, oraz we wszystkich zagrożonych i odgrodzonych workami z piaskiem miejscach gromadzą się ludzie. Śmiechy, piwko, ogólnie bardzo pozytywny klimat. Tłumy jak na Wiankach, nad Wisłą. To się nazywa wiara we władzę i służby mundurowe!! Mówi się nie wchodzić na wały, uhummm wszyscy posłuchali. Brakuje tylko budek z biletami, grila i piwa z kija. Każdy chce zobaczyć wysoką Wisłę. Ciekawostka jak co 4-lata. Ale jak ktoś w Warszawie krótko, to nie miał okazji. Całe szczęście powódź można pooglądać w telewizji, a nie przed domem. Lament i klnięcie na władze zacznie się dopiero, jak Wisła wyleje. Zamiast wesołych ciekawskich osób zobaczymy płaczących, zmęczonych ludzi. Do kamer będą mówić że ich nikt nie ostrzegł i nie uratował, no i kto za to zapłaci.
Mam nadzieje, razem ze wszystkimi mieszkańcami Warszawy,(nie wliczam zdegenerowanych zboczeńców) że nic takiego się nie wydarzy.
Ale lekko na sercu się robi, jak widać że w zachowaniu Polaków wszystko po staremu..
Panika, ludzie nerwowo pakują samochody i starają uciekać w inne tereny Warszawy. Straż pożarna i wojsko, ewakuują mieszkańców, stan najwyższej gotowości. W powietrzu czuje się niepokój...
NIE!! Na wałach, oraz we wszystkich zagrożonych i odgrodzonych workami z piaskiem miejscach gromadzą się ludzie. Śmiechy, piwko, ogólnie bardzo pozytywny klimat. Tłumy jak na Wiankach, nad Wisłą. To się nazywa wiara we władzę i służby mundurowe!! Mówi się nie wchodzić na wały, uhummm wszyscy posłuchali. Brakuje tylko budek z biletami, grila i piwa z kija. Każdy chce zobaczyć wysoką Wisłę. Ciekawostka jak co 4-lata. Ale jak ktoś w Warszawie krótko, to nie miał okazji. Całe szczęście powódź można pooglądać w telewizji, a nie przed domem. Lament i klnięcie na władze zacznie się dopiero, jak Wisła wyleje. Zamiast wesołych ciekawskich osób zobaczymy płaczących, zmęczonych ludzi. Do kamer będą mówić że ich nikt nie ostrzegł i nie uratował, no i kto za to zapłaci.
Mam nadzieje, razem ze wszystkimi mieszkańcami Warszawy,(nie wliczam zdegenerowanych zboczeńców) że nic takiego się nie wydarzy.
Ale lekko na sercu się robi, jak widać że w zachowaniu Polaków wszystko po staremu..
wtorek, 11 maja 2010
Jarosław Kaczyński - co zrobić gdyby...
Stało się. W przyśpieszonym trybie, na chama, zbliżają się wybory prezydenckie.
W telewizorze i internecie, można było zobaczyć zadziwiające rzeczy. Zobaczyliśmy Pana Jarka, może po prostu Jarka? Bo chyba tak możemy do niego mówić po zmianie imagu, na statecznego liberalnego, wyrozumiałego polityka.
Od niedawna Pan Jarek, uwielbia Rosjan, Rosję, wszystko co ruskie nie jest mu obce. Pali rosyjską ropę i rosyjski gaz, a i okazało się że jego rodzina Rosjanom zawdzięcza tak wiele...
Jeszcze niedawno był zaślepiony, odurzony nienawiścią do Rosjan. Najprawdopodobniej to jedna ze świętej pamięci osób na pokładzie, legendarnego już TU-154, miała na niego taki dramatyczny wpływ. W końcu przejrzał na swe małe, cwaniackie oczęta, uzbrojone w dobrze dobrane okulary. Od tygodnia, kochamy, lubimy i szanujemy Rosję i Rosjan. W niepamięć puśćmy te słowa z przed uroczystości na Westerplatte, te wszystkie obelgi, prześmiewcze tony wobec naszych sąsiadów.
Przyszedł czas zmian, czas wyborów. Metamorfoza tego szemranego człowieczka, krętacza i łobuza, jest zaskakująca. Zakładam się że gdyby okazało się że na fali jest jedzenie kupy, Jarek z uśmiecham na twarzy wrąbał by sztućcami cały talerz świeżego, parującego jeszcze gówna, mówiąc: "Przez tyle lat życia, nie zdawałem sobie sprawy co to za boski smak, myślę że mój tragicznie zmarły brat, też docenił by te danie".
Patrząc na działaczy PiS-u, słuchając ich słodkiego pierdzenia ciężko jest mi zrozumieć, czy oni są rzeczywiście tak zakłamani czy wierzą w to co mówią? Wierzą że w tydzień z chorego rusofoba, politycznego mąciwodę, zmienia się w kochającego Rosję, statecznego polityka? A może podczas nagrań i występów siedzą i leją ze śmiechu, jak to dzisiaj Jaro, zajebiście nakłamał? A może trzymają się za ręce i łza im się toczy z oka? Ciekawe, ciekawe...
Tak czy siak, idą wybory. W Polsce dzieją się różne, nawet nieprawdopodobne rzeczy. Na wszelki wypadek, wyszukałem i przygotowałem procedurę zrzeczenia się obywatelstwa Polskiego gdyby prezydentem został Pan Jarosław.
Więc tak: Wniosek składamy do PR. Wniosek może złożyć osoba pełnoletnia. We wniosku piszemy dlaczego chcemy się tego obywatelstwa pozbyć i wysyłamy do prezydenta. Prezydent RP jest podmiotem wyłącznie uprawnionym do wyrażania zgody na zrzeczenie się obywatelstwa polskiego. Z dniem, uzyskania zgody od Prezydenta RP, stajecie się bezpaństwowcami i macie wszystko w dupie.
No ale mam nadzieje że się ten zawór tym razem nie odpali...
W telewizorze i internecie, można było zobaczyć zadziwiające rzeczy. Zobaczyliśmy Pana Jarka, może po prostu Jarka? Bo chyba tak możemy do niego mówić po zmianie imagu, na statecznego liberalnego, wyrozumiałego polityka.
Od niedawna Pan Jarek, uwielbia Rosjan, Rosję, wszystko co ruskie nie jest mu obce. Pali rosyjską ropę i rosyjski gaz, a i okazało się że jego rodzina Rosjanom zawdzięcza tak wiele...
Jeszcze niedawno był zaślepiony, odurzony nienawiścią do Rosjan. Najprawdopodobniej to jedna ze świętej pamięci osób na pokładzie, legendarnego już TU-154, miała na niego taki dramatyczny wpływ. W końcu przejrzał na swe małe, cwaniackie oczęta, uzbrojone w dobrze dobrane okulary. Od tygodnia, kochamy, lubimy i szanujemy Rosję i Rosjan. W niepamięć puśćmy te słowa z przed uroczystości na Westerplatte, te wszystkie obelgi, prześmiewcze tony wobec naszych sąsiadów.
Przyszedł czas zmian, czas wyborów. Metamorfoza tego szemranego człowieczka, krętacza i łobuza, jest zaskakująca. Zakładam się że gdyby okazało się że na fali jest jedzenie kupy, Jarek z uśmiecham na twarzy wrąbał by sztućcami cały talerz świeżego, parującego jeszcze gówna, mówiąc: "Przez tyle lat życia, nie zdawałem sobie sprawy co to za boski smak, myślę że mój tragicznie zmarły brat, też docenił by te danie".
Patrząc na działaczy PiS-u, słuchając ich słodkiego pierdzenia ciężko jest mi zrozumieć, czy oni są rzeczywiście tak zakłamani czy wierzą w to co mówią? Wierzą że w tydzień z chorego rusofoba, politycznego mąciwodę, zmienia się w kochającego Rosję, statecznego polityka? A może podczas nagrań i występów siedzą i leją ze śmiechu, jak to dzisiaj Jaro, zajebiście nakłamał? A może trzymają się za ręce i łza im się toczy z oka? Ciekawe, ciekawe...
Tak czy siak, idą wybory. W Polsce dzieją się różne, nawet nieprawdopodobne rzeczy. Na wszelki wypadek, wyszukałem i przygotowałem procedurę zrzeczenia się obywatelstwa Polskiego gdyby prezydentem został Pan Jarosław.
Więc tak: Wniosek składamy do PR. Wniosek może złożyć osoba pełnoletnia. We wniosku piszemy dlaczego chcemy się tego obywatelstwa pozbyć i wysyłamy do prezydenta. Prezydent RP jest podmiotem wyłącznie uprawnionym do wyrażania zgody na zrzeczenie się obywatelstwa polskiego. Z dniem, uzyskania zgody od Prezydenta RP, stajecie się bezpaństwowcami i macie wszystko w dupie.
No ale mam nadzieje że się ten zawór tym razem nie odpali...
środa, 28 kwietnia 2010
Mistrz kryminału zaprasza: Echa katastrofy lotniczej w Smoleńsku
Jeszcze nie ugaszono ostatnich pogorzelisk, powstałych na skutek tragicznego wypadku Tu-154, w którym zginęło wiele znamienitych osobistości, a już pojawiły się pierwsze spekulacji na ten temat.
Pozwalam sobie na tę refleksję, bo wydaję mi się, że emocje opadły, a na świat przyszło zbyt wiele chorych pomysłów i podejrzeń dotyczących tej katastrofy.
Dokonałem w myślach podsumowania wydarzeń mijających dwóch tygodni, oraz kilku dni poprzedzających tę katastrofę. Tego co się dookoła katastrofy wydarzyło, powiedziało i usłyszało. Wybaczcie proszę niefrasobliwość jeśli chodzi o chronologię i konkretne fakty, lecz płaczu, lamentu, oskarżeń i wyssanych z palca informacji jest po prostu za dużo. A było to tak.
Po wizycie w Katyniu, Donald Tusk wraz z Władimirem Putinem ustalają, że trzeba zlikwidować Prezydenta RP, Lecha Kaczyńskiego. Najbliższą okazją staję się sobotnia wizyta prezydenta RP w Katyniu wraz z zaproszonymi na pokład osobistościami.
Na lotnisku rozpoczynają się prace mające ułatwić zadanie. Demontowanie oświetlenia, podniesienie linii wysokiego napięcia, rozstawienie maszyn do wytwarzania sztucznej mgły itp.
Lech Kaczyński, podejrzewając spisek przekazuje Pani poseł KLUZIK-ROSTKOWSKIEJ informacje o tym, że On (Lech Kaczyński) chce aby jego brat Jarosław, był prezydentem. O tym szokującym fakcie dowiadujemy się kilka dni po katastrofie (tak debilnej wypowiedzi w kontekście katastrofy w Smoleńsku jeszcze nie było. Możliwe że za jakiś czas usłyszymy dalszy ciąg wycierania gęby imieniem śp. Prezydenta)
Idąc tropem podejrzeń, Lech Kaczyński przekazuje w tajemnicy i odosobnieniu ważne instrukcje dotyczące spraw wagi państwowej (dowiadujemy się że testamentem woli prezydenta jest skierowanie ustawy o IPN do TK!).
Dzień katastrofy.
Oficjalne źródła donoszą, że przyczyną wypadku była nisko osiadła mgła i błąd pilota. (Dzisiaj już wiemy. "Eksperci" i "Specjaliści" twierdzą że niemożliwe jest, aby samolot który leci "zaledwie" 280km/h i waży 80 ton, rozpadł się na takie kawałki waląc swoja niezwykle wytrzymałą konstrukcję, wywinąwszy wcześniej fiflaka do góry nogami i kosząc ze 2 hektary lasu, nie spadł z wysokości 20 metrów lecz znacznie wyższej!! Rosjanie usunęli już szczątki swojej rakiety typu ziemia-powietrze, więc ten pomysł zostaje domysłem.) Podają na ten przykład wiele "podobnych" zdarzeń w których TU-154 wyszedł bez szwanku. To samo (mówią ci sami "eksperci") tyczy się techniki szkolenia polskich pilotów i obarczają winą ministra Klicha.
Na nagraniach dostarczonych przez osoby prywatne, będące na miejscu tuż po katastrofie wyraźnie słychać wystrzały. Typowe dla rosyjskiej broni. Najprawdopodobniej, grupa wysłanych przez Kreml agentów, dobijała rannych którzy przeżyli katastrofę!!! Nie wspomnę o trójce rannych która ocalała z wypadku i zaginęła bez śladu...
Najprawdopodobniej do identyfikacji broni użyto tej samej techniki w jakiej szkolony był śp. Lech Kaczyński, rozpoznając strzały z rosyjskiej broni maszynowej, będąc w Gruzji.
Po stronie rosyjskiej zaczyna się wyścig z czasem. przede wszystkim nie dopuścić Polskich, zawsze obiektywnych dziennikarzy na miejsce tragedii. Pierwszy jest Piotr Pokraśko z TVP. Ale niestety jego fałszywy uśmiech i debilny wyraz twarzy mu nie pomogły. Prawda nie może zobaczyć światła dziennego. Na szczęście dziennikarze Superekspresu robią kilka zdjęć zwłok Prezydenta, po czym je publikują. Niech świat się dowie!!
Rosjanie naprawiają na prędce zepsute wcześniej urządzenia, "niech nikt się o tym nie dowie" - mówi Putin po wyłączeniu kamer!! Rosyjska prokuratura już ma gotową bajeczkę na temat przyczyn katastrofy.
W Warszawie ABW i CBŚ, przeszukują mieszkania posłów opozycji, którzy zginęli w katastrofie. To jedyna okazja aby rządy PO, znalazły haki na już i tak zmarłych posłów i nadal silne PIS. Ginie laptop. Kilka dni później, córka Wassermana (cóż za polskie nazwisko) zeznaje w TVP, że prokuratura rosyjska zadawała bardzo dziwne pytania dotyczące jej życia prywatnego oraz zmarłego ojca.
Przed pałacem prezydenckim gromadzą się tłumy, ludzie śpiewają pieśni kościelne i hymn narodowy. Na Krakowskim Przedmieściu szybko rosną prowizoryczne kramiki naciągające pogrążony w żałobie naród na znicze i zwiędłe kwiaty (przed wojną byli by to żydzi, więc teraz to chyba katole?) Cała polska kocha Lecha i jego zonę Marię. Okazuję się, że tak nielubiany w innych mediach z wyjątkiem TVP i TV Trwam, Lech był ulubieńcem wszystkich stacji, a jego małżonka połączenie damy i zwykłej Polskiej żony, zachwycała wszystkich reporterów.
Z wizytą w Smoleńsku ląduje Donald Tusk. Spotyka się z Putinem. Na miejscu katastrofy składa kwiaty. Klęka, ma problemy ze wstaniem. Dla wielu, nie jest oczywiste, że to ze zmęczenia i żalu. Wszyscy pamiętają Kwaśniewskiego w tym samym miejscu....
Następnego dnia, mamy wrażenie że poprzednie wybory prezydenckie były sfałszowane, że Kaczyńskich kochali wszyscy. W mediach ciężko odnaleźć kogoś, kto chciałby oddać hołd wszystkim poległym. Nie, oni przyszli do prezydenta i jego rodziny. Niestety w tym szoku, bólu i rozpaczy ciężko zaprotestować, każdy obawia się publicznego linczu.
Przywitanie prezydenta zamieniło się w wielką manifestacje poparcia dla prezydenta (red. PIS). Osobiście byłem na tym przywitaniu i czuję się oszukany. Przyszedłem oddać hołd głowie państwa, nie Lechowi Kaczyńskiemu!! Aż się wierzyć nie chce, że człowiek który tak wyjątkowo mało zrobił dla dobra Polski, dziś podawany jest za przykład prawdziwego Polaka, bohatera, głowy narodu Polskiego.
Następnego dnia przylatuję ciało pierwszej damy. Dowiadujemy się również, że Para prezydencka zostanie pochowana na Wawelu. Wszystkich zamurowało. Dlaczego, jak to, po co? Takie pytania padały w każdym Polskim domu (odpowiedź była szybka, może i nic nie zrobił!!! ale chciał, żeby Polska była wielka i bogata, niezależna od europejskiego bełkotu. Można by powiedzieć, że to prawie jak Marszałek Piłsudski z ta różnica, że on tego dokonał a nie tylko chciał). Z uszanowania żałoby i zadumy, obeszło się to bez większych komentarzy, z wyjątkiem garstki spacyfikowanych szybko Krakowian, oraz listu Andrzeja Wajdy. Osobiście uważam to, że było to kolejną katastrofą, po tej w Smoleńsku, lecz jak powiedział jeden z mądrzejszych polityków "historia nie my, to oceni." Najciekawsze jest to że do decyzji w tej sprawie wstydzi się przyznać ktokolwiek. Rodzina mówi że to kler, kler twierdzi że była to wola rodziny.
Minęła żałoba, skończyły się pogrzeby. Na niektórych dowiedzieliśmy się że np. Pan Putra , zginął śmiercią męczeńską (najprawdopodobniej miał chorobę lokomocyjną i się strasznie męczył, ale to tylko pogłoski), a prezes IPN Janusz Kurtyka już nie jest narzędziem pisu w rozgrywkach międzypartyjnych, a wymagającą słowa przepraszam ofiarą nagonki mediów i polityków innych frakcji.
Po żałobie okazało się ze pełniący obowiązki Prezydenta RP, Bronisław Komorowski był podczas żałoby zbyt twardy i szorstki w obyciu. Nie rozryczał się ani razu, ani nie usmarkał, to skandal!! Wydarzenie tej rangi, a on twardy jak skała. Palec sobie daję obciąć, że gdyby okazał żal, słabość, poproszono by go o rezygnacje, bo jest za miękki jak na Prezydenta RP.
Coraz głośniej zaczyna opluwać się tak wcześniej wychwalaną Rosję. Nasi dzielni wojownicy o prawdę i wolność z PIS, zarzucają przy pomocy swoich dziennikarzy oraz kadry oficerskiej niskiego szczebla, niekompetencje polskiej prokuratury, nie dość twarde stanowiska wobec tych spraw, niekompetencje na szczeblu szkolenia pilotów (czy oni liczą na to że wybory wygra PIS?). Oskarżenia rzucane są na wszystkich, którzy mieli jakikolwiek związek z tragedią. Od ministrów, po funkcjonariuszy BOR kontrolujący miejsce uroczystości w lesie katyńskim. Wiele się rzeczy wydażyło i wiele się w tej sprawie wydaży. Niestety nie sposób je wszystkie opisać.
Niestety rusza wcześniejsza kampania prezydencka, a katastrofa stała się czynnikiem zwiększającym pole rażenia śliny, plującego Pis-u.
Z katastrofy ocalał tylko symboliczny wieniec, oraz tabliczka z godłem. Nie ocalała tak ceniona na świecie Polska jedność, miłość i braterstwo. Ale chyba tak to już bywa, w tak podzielonym narodzie, jakim jest Polska.
Pozwalam sobie na tę refleksję, bo wydaję mi się, że emocje opadły, a na świat przyszło zbyt wiele chorych pomysłów i podejrzeń dotyczących tej katastrofy.
Dokonałem w myślach podsumowania wydarzeń mijających dwóch tygodni, oraz kilku dni poprzedzających tę katastrofę. Tego co się dookoła katastrofy wydarzyło, powiedziało i usłyszało. Wybaczcie proszę niefrasobliwość jeśli chodzi o chronologię i konkretne fakty, lecz płaczu, lamentu, oskarżeń i wyssanych z palca informacji jest po prostu za dużo. A było to tak.
Po wizycie w Katyniu, Donald Tusk wraz z Władimirem Putinem ustalają, że trzeba zlikwidować Prezydenta RP, Lecha Kaczyńskiego. Najbliższą okazją staję się sobotnia wizyta prezydenta RP w Katyniu wraz z zaproszonymi na pokład osobistościami.
Na lotnisku rozpoczynają się prace mające ułatwić zadanie. Demontowanie oświetlenia, podniesienie linii wysokiego napięcia, rozstawienie maszyn do wytwarzania sztucznej mgły itp.
Lech Kaczyński, podejrzewając spisek przekazuje Pani poseł KLUZIK-ROSTKOWSKIEJ informacje o tym, że On (Lech Kaczyński) chce aby jego brat Jarosław, był prezydentem. O tym szokującym fakcie dowiadujemy się kilka dni po katastrofie (tak debilnej wypowiedzi w kontekście katastrofy w Smoleńsku jeszcze nie było. Możliwe że za jakiś czas usłyszymy dalszy ciąg wycierania gęby imieniem śp. Prezydenta)
Idąc tropem podejrzeń, Lech Kaczyński przekazuje w tajemnicy i odosobnieniu ważne instrukcje dotyczące spraw wagi państwowej (dowiadujemy się że testamentem woli prezydenta jest skierowanie ustawy o IPN do TK!).
Dzień katastrofy.
Oficjalne źródła donoszą, że przyczyną wypadku była nisko osiadła mgła i błąd pilota. (Dzisiaj już wiemy. "Eksperci" i "Specjaliści" twierdzą że niemożliwe jest, aby samolot który leci "zaledwie" 280km/h i waży 80 ton, rozpadł się na takie kawałki waląc swoja niezwykle wytrzymałą konstrukcję, wywinąwszy wcześniej fiflaka do góry nogami i kosząc ze 2 hektary lasu, nie spadł z wysokości 20 metrów lecz znacznie wyższej!! Rosjanie usunęli już szczątki swojej rakiety typu ziemia-powietrze, więc ten pomysł zostaje domysłem.) Podają na ten przykład wiele "podobnych" zdarzeń w których TU-154 wyszedł bez szwanku. To samo (mówią ci sami "eksperci") tyczy się techniki szkolenia polskich pilotów i obarczają winą ministra Klicha.
Na nagraniach dostarczonych przez osoby prywatne, będące na miejscu tuż po katastrofie wyraźnie słychać wystrzały. Typowe dla rosyjskiej broni. Najprawdopodobniej, grupa wysłanych przez Kreml agentów, dobijała rannych którzy przeżyli katastrofę!!! Nie wspomnę o trójce rannych która ocalała z wypadku i zaginęła bez śladu...
Najprawdopodobniej do identyfikacji broni użyto tej samej techniki w jakiej szkolony był śp. Lech Kaczyński, rozpoznając strzały z rosyjskiej broni maszynowej, będąc w Gruzji.
Po stronie rosyjskiej zaczyna się wyścig z czasem. przede wszystkim nie dopuścić Polskich, zawsze obiektywnych dziennikarzy na miejsce tragedii. Pierwszy jest Piotr Pokraśko z TVP. Ale niestety jego fałszywy uśmiech i debilny wyraz twarzy mu nie pomogły. Prawda nie może zobaczyć światła dziennego. Na szczęście dziennikarze Superekspresu robią kilka zdjęć zwłok Prezydenta, po czym je publikują. Niech świat się dowie!!
Rosjanie naprawiają na prędce zepsute wcześniej urządzenia, "niech nikt się o tym nie dowie" - mówi Putin po wyłączeniu kamer!! Rosyjska prokuratura już ma gotową bajeczkę na temat przyczyn katastrofy.
W Warszawie ABW i CBŚ, przeszukują mieszkania posłów opozycji, którzy zginęli w katastrofie. To jedyna okazja aby rządy PO, znalazły haki na już i tak zmarłych posłów i nadal silne PIS. Ginie laptop. Kilka dni później, córka Wassermana (cóż za polskie nazwisko) zeznaje w TVP, że prokuratura rosyjska zadawała bardzo dziwne pytania dotyczące jej życia prywatnego oraz zmarłego ojca.
Przed pałacem prezydenckim gromadzą się tłumy, ludzie śpiewają pieśni kościelne i hymn narodowy. Na Krakowskim Przedmieściu szybko rosną prowizoryczne kramiki naciągające pogrążony w żałobie naród na znicze i zwiędłe kwiaty (przed wojną byli by to żydzi, więc teraz to chyba katole?) Cała polska kocha Lecha i jego zonę Marię. Okazuję się, że tak nielubiany w innych mediach z wyjątkiem TVP i TV Trwam, Lech był ulubieńcem wszystkich stacji, a jego małżonka połączenie damy i zwykłej Polskiej żony, zachwycała wszystkich reporterów.
Z wizytą w Smoleńsku ląduje Donald Tusk. Spotyka się z Putinem. Na miejscu katastrofy składa kwiaty. Klęka, ma problemy ze wstaniem. Dla wielu, nie jest oczywiste, że to ze zmęczenia i żalu. Wszyscy pamiętają Kwaśniewskiego w tym samym miejscu....
Następnego dnia, mamy wrażenie że poprzednie wybory prezydenckie były sfałszowane, że Kaczyńskich kochali wszyscy. W mediach ciężko odnaleźć kogoś, kto chciałby oddać hołd wszystkim poległym. Nie, oni przyszli do prezydenta i jego rodziny. Niestety w tym szoku, bólu i rozpaczy ciężko zaprotestować, każdy obawia się publicznego linczu.
Przywitanie prezydenta zamieniło się w wielką manifestacje poparcia dla prezydenta (red. PIS). Osobiście byłem na tym przywitaniu i czuję się oszukany. Przyszedłem oddać hołd głowie państwa, nie Lechowi Kaczyńskiemu!! Aż się wierzyć nie chce, że człowiek który tak wyjątkowo mało zrobił dla dobra Polski, dziś podawany jest za przykład prawdziwego Polaka, bohatera, głowy narodu Polskiego.
Następnego dnia przylatuję ciało pierwszej damy. Dowiadujemy się również, że Para prezydencka zostanie pochowana na Wawelu. Wszystkich zamurowało. Dlaczego, jak to, po co? Takie pytania padały w każdym Polskim domu (odpowiedź była szybka, może i nic nie zrobił!!! ale chciał, żeby Polska była wielka i bogata, niezależna od europejskiego bełkotu. Można by powiedzieć, że to prawie jak Marszałek Piłsudski z ta różnica, że on tego dokonał a nie tylko chciał). Z uszanowania żałoby i zadumy, obeszło się to bez większych komentarzy, z wyjątkiem garstki spacyfikowanych szybko Krakowian, oraz listu Andrzeja Wajdy. Osobiście uważam to, że było to kolejną katastrofą, po tej w Smoleńsku, lecz jak powiedział jeden z mądrzejszych polityków "historia nie my, to oceni." Najciekawsze jest to że do decyzji w tej sprawie wstydzi się przyznać ktokolwiek. Rodzina mówi że to kler, kler twierdzi że była to wola rodziny.
Minęła żałoba, skończyły się pogrzeby. Na niektórych dowiedzieliśmy się że np. Pan Putra , zginął śmiercią męczeńską (najprawdopodobniej miał chorobę lokomocyjną i się strasznie męczył, ale to tylko pogłoski), a prezes IPN Janusz Kurtyka już nie jest narzędziem pisu w rozgrywkach międzypartyjnych, a wymagającą słowa przepraszam ofiarą nagonki mediów i polityków innych frakcji.
Po żałobie okazało się ze pełniący obowiązki Prezydenta RP, Bronisław Komorowski był podczas żałoby zbyt twardy i szorstki w obyciu. Nie rozryczał się ani razu, ani nie usmarkał, to skandal!! Wydarzenie tej rangi, a on twardy jak skała. Palec sobie daję obciąć, że gdyby okazał żal, słabość, poproszono by go o rezygnacje, bo jest za miękki jak na Prezydenta RP.
Coraz głośniej zaczyna opluwać się tak wcześniej wychwalaną Rosję. Nasi dzielni wojownicy o prawdę i wolność z PIS, zarzucają przy pomocy swoich dziennikarzy oraz kadry oficerskiej niskiego szczebla, niekompetencje polskiej prokuratury, nie dość twarde stanowiska wobec tych spraw, niekompetencje na szczeblu szkolenia pilotów (czy oni liczą na to że wybory wygra PIS?). Oskarżenia rzucane są na wszystkich, którzy mieli jakikolwiek związek z tragedią. Od ministrów, po funkcjonariuszy BOR kontrolujący miejsce uroczystości w lesie katyńskim. Wiele się rzeczy wydażyło i wiele się w tej sprawie wydaży. Niestety nie sposób je wszystkie opisać.
Niestety rusza wcześniejsza kampania prezydencka, a katastrofa stała się czynnikiem zwiększającym pole rażenia śliny, plującego Pis-u.
Z katastrofy ocalał tylko symboliczny wieniec, oraz tabliczka z godłem. Nie ocalała tak ceniona na świecie Polska jedność, miłość i braterstwo. Ale chyba tak to już bywa, w tak podzielonym narodzie, jakim jest Polska.
niedziela, 11 kwietnia 2010
Wielki smutek
Ostatnimi czasy myślałem, że nie wydarzy się nic takiego co zmusi mnie, do przezwyciężenia pustki umysłowej.
Niestety, spadła na Polskę wielka tragedia. Polska straciła Prezydenta i elitę wojskowości, parlamentarzystów i ludzi którzy starali się pielęgnować pamięć strasznej historii Polski.
Nie będę rozwijać historii wypadku, morałów, tego czy na kogoś głosowałem a na kogoś nie, kim kto był i czy się z nimi zgadzałem.
Po prostu jest to dla mnie bardzo smutny czas. Tyle chciałem napisać.
poniedziałek, 29 marca 2010
O tym jak zima odeszła a wiosna nadeszła
Witam po dłuższej przerwie. Spowodowana była ona sytuacją mocno spadającą wartością euro i sytuacją w Grecji. To taki jeden z tych słabych żarcików co to się je pisze jak już głowa kompletnie nic nie podaje. Bo jak noga nie podaje to nie jedziesz, jak głowa to nie myślisz. Takie to są już odwieczne prawa natury.
Może to nowy sposób na pisanie bloga? Lanie wody, tego co ślina na język przyniesie?
Przyszła wiosna, sprzed oczu zniknął biały kolor, wszystko się jakoś takie fajniejsze zrobiło. Może moje wpisy to była zimowa frustracja, chęć dokopania zimie? Ale jej pokazałem kurwaa!! Plotka osiedlowa niesie że widują ją obsraną gdzieś w piwnicy, gdzie nie dociera światło słoneczne. Pewnie sobie pomyślicie że doklejam sobie łatkę "Tego co wygonił zimę"? Ja po prostu trochę jej tylko dokopałem. To tak jak by Amerykanie myśleli że wykopali Talibów z Afganistanu! Oni im tylko tak z boku dokopali, a oni mają się naprawdę nieźle.
Ale euforia wiosenna trwała krótko. Nowa pora roku, nowe problemy, awarie samochodu, święto jajek i kurczaczków itp. Stawiam na to mojego sztrucla Dobloszczaka że to jakiś głębszy spisek, zbiegów okoliczności i przeznaczenia. Ja osobiście się w to mieszać nie będę.
Aha, wiecie że Muniek z T.love przewidział cała naszą rzeczywistość już dawno temu? Posłuchajcie http://www.youtube.com/watch?v=N_wXQuAUMlE
wtorek, 23 marca 2010
Wiosenna nostalgia
Gdy stopniały ostatnie śniegi, a ciepły wiatr niesie ze sobą zapach wiosny, przegniłe psie gówna znowu ujrzały światło dzienne, dopada nas nostalgia. Zaczynamy częściej rozmyślać o tym co było, i co przed nami, mamy plany i postanowienia. Ponoć tak dzieję się w sylwestra, ale chyba wiosna ma większą siłę przebicia.
Niedawno wybrałem się na pierwszą wiosenną przejażdżkę rowerową w tym sezonie.
Słońce, ciepłe, pachnące powietrze, dobrze podająca noga i bezszelestnie pracujący rower, wywoływały uśmiech na mojej twarzy.(płyta Mp3 "the best of t.love) Oczywiście miałem "filmowy" atak wspomnień, a właściwie rachunku sumienia.
Eh myślę sobie, gdzie te czasy gdy ważyłem 78 kg. Maratony z połamaną sztycą, kończyłem w pierwszej pięćdziesiątce, w Mpku jechałem w czubie z Marasem na dystansach po 110km a w Szklarskiej Porębie wjeżdżałem z marszu na Wysoki Kamień, po 90 kilometrowej wycieczce?
Od tamtych czasów minęło kilka lat, przeszło 30 kilogramów a na rowerze czuję się trochę jak inwalida.
O moich Wiraszkach rowerowych, zostało wspomnienie. Oczywiście jak wszystko ma swoje dobre i złe strony. U mnie są to w dużej części, te lepsze z nich, Mam ukochaną żonę, która mnie wspiera i poukładane życie, dziecko i psa (te są na razie w planach) 3 rowery, a w tym roku, wyjątkową ochotę wrócić na szlaki rowerowe.
Mam nadzieje chłopaki, że mi pomożecie? :)
Maniek wyliże rany, Krzysiek rzuci motor, Maras da nam fory na trasie, a Piotra nie dopadnie morderczy katar w Lipcu, Stasiek zoperuje i wyleczy kolano(Igorowi nic nie dolega więc go nie wymieniam).
Ciężko pracuję na ten sezon i mam nadzieję że uda nam się wznowić, nasze niedzielne wypady większą ekipą do Kampinosu i Mpku.
Pozdrawiam wszystkich, nie tylko wymienionych i do obaczenia na szlaku lub "pod rurą" ;)
środa, 17 marca 2010
Kolejny wielki sukces Polskiego "sportu"!!
Jak wiadomo od lat, polski sport jakością i wynikami, znacznie odbiega od standardów w innych krajach.
Ostatnie zimowe igrzyska olimpijskie udowodniły że nasze sporty zimowe, powoli ale systematycznie poprawiają swoją kondycję.
Jednakże wydarzenia ostatnich dni, pokazują że nie tylko wyniki sportowców są lepsze.
Okazuję się że w Polsce zaczynamy stosować najlepsze sterydy na świecie!!Co za sukces!! W końcu nasi sportowcy dorównają tym z zachodu. Radość nasza, jest jednak trochę przed wczesna. Niestety na szprycować się to żadna sztuka, potrzebne są tylko środki finansowe i chęci. Parę lat musi minąć zanim nasi spece od koksów, nauczą się "oczyszczać" organizmy sportowców. Ale cieszy sam fakt, że zawodnicy nie muszą już się szprycować w domowym zaciszu, tylko wspomagani są fachową wiedzą medyczną, niestety sponsorowaną przez nas.
Jakiego to trzeba mieć pecha, żeby dać się złapać jako jedyna osoba z całej tej koksującej olimpijskiej gromadki? W dodatku walcząc o 11 pozycje w biegu narciarskim? No rozumiem o złoto, srebro... Przynajmniej parę złoty by sobie dziewczyna zarobiła. Teraz za frajer, została zdyskwalifikowana, zawstydzona, napiętnowana w środowisku i wśród znajomych.
Oczywiście teraz będzie twierdzić że nic nie wiedziała, że coś jej wstrzykiwali, ale co, tego to już nie wie. Jak pytała trenera: "Trenerze dlaczego podczas treningu zaczęłam łamać gryfy od sztangi i się jakaś taka nerwowa zrobiłam?", to on jej mówił, że to te nowe witaminki. A ona, chciała wierzyć w tę bajeczkę bo jej się ta super moc podobała. A nóż widelec, może coś wygra w Vancouver?
Niestety, są w środowisku sportowym ludzie którzy myślą że sterydy to jest przyszłość sportu zawodowego. Mam nadzieję że tylko na myśleniu się skończy, bo sport przestanie istnieć w czystej formie, a zastąpią go już kompletnie, tabele finansowe.
poniedziałek, 15 marca 2010
Polak potrafi
Znany temat. Na trasie na Gdańsk, tyle że w kierunku Warszawy ;), miały miejsce 2 karambole. 44 samochody się rozwaliły tłukąc jeden w drugi jak to już w karambolu bywa. Oczywiście na miejscu byli Comandoreporterzy i wysłuchali od kierowców: Panie, było tak ślisko że się jechać nie dało!!!
To ja się pytam, jak się zderzyło przeszło 40 samochodów jak się jechać nie dało?
Subskrybuj:
Posty (Atom)